Gluten moim ziomkiem!

Udostępnij ten post


Celiakia - od kiedy gluten stał się celebrytą, cierpi na nią pewnie z połowa społeczeństwa. Wszędzie bezglutenowe ciasteczka, bułeczki, pierożki, pizza, batoniki, orzeszki, napoje, czasopisma... Spora część ludzi naprawdę ma problem z nietolerancją glutenu, przez co narażają się na społeczną dezaprobatę - "nie je glutenu, hipster jeden" - ale spora grupa unika go bez względu na stan zdrowia, z jednego powodu. Bo gluten jest passé.
O, jak dobrze, że nie zaliczam się do żadnej z tych grup!

Co ja bym zrobiła bez pszennych bułeczek?

Na co dzień staram się odżywiać relatywnie zdrowo. Nie jem raczej - to dobre słowo - tak zwanego gunwa. Jestem jednak tylko człowiekiem i zdarza mi się cheat meal day. 
Zazwyczaj od trzech do siedmiu razy w tygodniu, kiedy akurat moja silna wola postanowi wyjechać na wakacje.

Kiedy zaczął się szał na gluten, a raczej na nie-gluten, przyszła mi do głowy myśl, że może warto zadbać o siebie. Że może akurat gluten to ten kolega z podstawówki, który zawsze ciągnął za włosy i zabierał ekierkę. Albo ta najlepsza dziewczyna w klasie, która zawsze wszystko wiedziała, ale nigdy nie dzieliła się swoją wiedzą w sytuacjach kryzysowych (czytaj; sprawdzian), przez co nikt jej nie lubił. Potem uznałam, że poczekam na lepszy moment finansowy, aż będę mogła sobie pozwolić na robienie pierogów z mąki amarantusowej i kolorowej soczewicy.

Czasem zdarza się, że ktoś mnie pyta, jak to jest, że niby zdrowo się odżywiam - olej kokosowy, sól himalajska i te sprawy - ale jem białe pieczywo, które przecież jest takim cichym zabójcą, zamiast ciemnego. Odpowiedź jest prosta: nie mogę.

Każda próba zjedzenia czegoś pełnoziarnistego, czy to chleba, czy makaronu, czy czegokolwiek innego, kończyła się najprościej mówiąc w klopie. Mój organizm najwidoczniej nie toleruje tak dużej dawki zdrowia, potrzebuje balansu. Dlatego gluten od zawsze na zawsze pozostaje moim serdecznym przyjacielem.

Jaka jest Wasza relacja z tym panem?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz